Aktualności

Czarny koń do prezesury?

2016-05-13 07:50

Niebawem Walny Zjazd Sprawozdawczo-​Wyborczy Polskiego Związku Hodowców Koni. Już 23 maja bę­dzie wia­domo kto przej­mie wła­dzę w śro­do­wi­sku ho­dow­ców. Oczywiście w ku­lu­arach pa­dają na­zwi­ska po­ten­cjal­nych kan­dy­da­tów na sta­no­wi­sko pre­zesa oraz człon­ków przy­szłego pre­zy­dium, ale póki piłka w grze… nic nie jest pewne...

Ważne jed­nak, aby przez po­dej­mu­ją­cych ry­chło de­cy­zje de­le­ga­tów i de­cy­den­tów prze­ma­wiała rze­czy­wi­sta tro­ska o do­bro ro­dzi­mej ho­dowli, dla któ­rej nad­cho­dzące lata mogą oka­zać się klu­czo­wymi. Mimo go­rą­cej at­mos­fery, czę­sto dość emo­cjo­nal­nych dys­ku­sji trwa­ją­cych w te­re­nie, po­pro­si­łem o wy­wa­żoną roz­mowę Pawła Mazurka, któ­rego kom­pe­ten­cji, do­robku oraz po­zy­cji za­wo­do­wej nikt nie kwe­stio­nuje. Po pro­stu z dy­stan­sem – quo va­dis, PZHK?

fot. Anna Pawlak

fot. Anna Pawlak

Hodowlę koni wy­ssał Pan z mle­kiem matki… Kto Pana za­ra­ził bak­cy­lem ko­niar­stwa?
– Jestem ty­po­wym wiej­skim dziec­kiem, wy­cho­wa­nym w go­spo­dar­stwie rol­nym. Rodzice pro­wa­dzili ho­dowlę by­dła rasy NCB. Utrzymywali po­nad 100 sztuk. Było też kilka kla­czy ma­tek, które poza pracą w go­spo­dar­stwie co roku ro­dziły źre­baki. Wychowałem się w oto­cze­niu róż­nych zwie­rząt, ale za­wsze naj­bli­żej było mi do koni. To mój Tata po­ka­zał mi ja­kimi wspa­nia­łymi przy­ja­ciółmi mogą być te ma­je­sta­tyczne zwie­rzęta. Jeszcze nie wie­dzia­łem czy będę ho­dowcą, ale by­łem prze­ko­nany, że chce zwią­zać swoje ży­cie z końmi.

Hodowla, ale i piękny rys spor­towy. Sztafeta po­ko­leń, pre­sja domu ro­dzin­nego czy rów­nież oso­bi­sta pa­sja?
– Gdybym nie był emo­cjo­nal­nie zwią­zany z końmi to nie ro­bił­bym tego, co ro­bię. Żartuję, że Pan Bóg po­zwo­lił mi ro­bić to co lu­bię. To wielka sa­tys­fak­cja móc pa­trzeć na ko­nie, które się wy­cho­wało, star­tu­jące na róż­nych po­ka­zach czy za­wo­dach. Sam, kiedy by­łem czyn­nym za­wod­ni­kiem, star­to­wa­łem końmi wła­snej ho­dowli i to dzięki nim mia­łem za­szczyt dwu­krot­nie re­pre­zen­to­wać Polskę na MŚ. Przed mi­strzo­stwami w 2007 r. od­da­łem swoje ko­nie młod­szemu bratu, który dzięki temu mógł uczest­ni­czyć w tej pre­sti­żo­wej im­pre­zie. Dzisiaj ja zaj­muję się ho­dowlą, a moje dzieci sze­roko po­jętą pro­mo­cją. Karolina zwią­zana jest z kon­ku­ren­cją ujeż­dże­nia, a Maciek z za­przę­gami.

fot_01

fot. Katarzyna Broda

Ma Pan duże go­spo­dar­stwo w Pankowie na Dolnym Śląsku. Żyje Pan głów­nie z uprawy roli, ale ho­duje rów­nież ko­nie. Czy można to w sen­sie biz­ne­so­wym sen­sow­nie po­go­dzić?
– Gospodarstwo, które pro­wa­dzę po­ło­żone jest w do­god­nym re­jo­nie Polski. Ukształtowanie te­renu, mi­kro­kli­mat i za­sob­ność gleb sprzyja za­równo pro­duk­cji ro­ślin­nej jak i ho­dowli zwie­rząt. Uprawiam rze­pak, psze­nicę, bu­raki cu­krowe i pro­du­kuję pa­sze dla koni – pod tym wzglę­dem je­stem sa­mo­wy­star­czalny. Często sły­szę, że ho­dowla koni jest nie­opła­calna. W moim przy­padku ho­dowla w po­łą­cze­niu z pro­duk­cją ro­ślinną za­myka się do­dat­nim bi­lan­sem. Nie na­rze­kam…

Ma Pan także spore do­świad­cze­nie han­dlowe. Umiał Pan do­sto­so­wać swoją ho­dowlę do po­pytu ryn­ko­wego. Intuicja, kom­pe­ten­cja, roz­le­głe kon­takty, ela­stycz­ność w do­sto­so­wa­niu się do rynku – co de­cy­do­wało o Pańskich osią­gnię­ciach?
– Jest mnó­stwo czyn­ni­ków, które de­cy­dują o suk­ce­sie w ho­dowli. Według mnie ho­dowla to nie pro­ste roz­mna­ża­nie, ale two­rze­nie cze­goś nie­po­wta­rzal­nego. Intuicja, wie­dza, de­ter­mi­na­cja i kon­se­kwen­cja po­wo­dują, że przy odro­bi­nie szczę­ścia osią­gamy za­mie­rzony efekt. Stare po­rze­ka­dło mówi, że każdy koń ma swo­jego kupca. Żeby spro­stać ocze­ki­wa­niom po­ten­cjal­nych od­bior­ców mu­szę wy­ka­zać się pewną ela­stycz­no­ścią. Jednocześnie nie mogę stra­cić  z pola wi­dze­nia wła­snych za­ło­żeń.

W śro­do­wi­sku jawi się Pan jako czło­wiek po­tra­fiący bro­nić wła­snych po­glą­dów, na­wet cza­sami kon­tro­wer­syj­nych…
– Życie na­uczyło mnie, że za­wsze trzeba mieć wła­sne zda­nie. Wiem, że wielu oso­bom nie pa­suje, że mó­wię to co my­ślę. Potrafię bro­nić swo­ich po­glą­dów, a jed­no­cze­śnie chęt­nie słu­cham opi­nii in­nych. Bardzo ce­nię so­bie szczere, me­ry­to­ryczne dys­ku­sje – z nich za­wsze wy­nika coś do­brego, na­wet wo­bec róż­nicy zdań.

Jak z per­spek­tywy 25 lat wol­nej Polski oce­nia Pan sy­tu­ację w ho­dowli koni szla­chet­nych?
– Przede wszyst­kim skoń­czyła się re­jo­ni­za­cja. Dzisiaj to ho­dowcy de­cy­dują o tym, ja­kie de facto ko­nie chcą ho­do­wać. Dzięki otwar­tym gra­ni­com, mo­żemy ko­rzy­stać z do­świad­czeń i wie­dzy za­gra­nicz­nych ho­dow­ców. Powszechność do­stępu do naj­lep­szych za­gra­nicz­nych re­pro­duk­to­rów spo­wo­do­wała pod­nie­sie­nie ja­ko­ści na­szych koni. Widać to mię­dzy in­nymi na MPMK, gdzie ko­nie ro­dzi­mej ho­dowli sku­tecz­nie ry­wa­li­zują z końmi ho­dowli za­gra­nicz­nej. Należy pa­mię­tać, że dzi­siaj mamy 1/​3 po­gło­wia koni, które mie­li­śmy w la­tach 90-​tych. Tym bar­dziej mu­simy dbać o ja­kość. Musi zro­bić wszystko co w na­szej mocy aby ro­dziło się wię­cej ta­kich koni jak Banderas, Nevados S czy Bazylii.

fot. Katarzyna Broda

fot. Katarzyna Broda

Dobiega końca trze­cia ka­den­cja Pana ak­tyw­no­ści we wła­dzach ale i w pre­zy­dium PZHK. Największe w Pana opi­nii suk­cesy i po­rażki?
– Nie można w tak skraj­nych ka­te­go­riach oce­niać pracy Związku. Nasza or­ga­ni­za­cja bę­dzie za­wsze do­bra, po­nie­waż służy ho­dow­com. Sukcesem jest już wy­pra­co­wa­nie wspól­nych sta­no­wisk, które go­dzą in­te­resy ho­dow­ców róż­nych ras koni – po­cząw­szy od ko­ni­ków, hu­cu­łów, po­przez rasy szla­chetne, po ko­nie zim­no­krwi­ste, któ­rych mamy naj­wię­cej. Cieszy rów­nież fakt, że z roku na rok przy­bywa im­prez pro­mo­cyj­nych i ho­dow­la­nych oraz są one na co­raz wyż­szym po­zio­mie. Teraz po­zo­staje tylko za­chę­ca­nie ho­dow­ców do czyn­nego uczest­nic­twa, po­nie­waż to ich suk­cesy bu­dują wi­ze­ru­nek Związku.
Jeśli na­to­miast po­win­ni­śmy po­sy­pać głowę po­pio­łem to naj­więk­szą po­rażką były nie­pra­wi­dło­wo­ści w pro­wa­dze­niu do­ku­men­ta­cji w nie­któ­rych OZHK, co rzu­ciło złe świa­tło na cały Związek. Wiele czasu i wy­siłku za­jęło „po­sprzą­ta­nie tego ba­ła­ganu” i miejmy na­dzieję, że wię­cej się to nie po­wtó­rzy.

Co po­winno być dla Związku dzi­siaj prio­ry­te­tem?
– Edukacja nie tylko ka­dry pra­cow­ni­czej, ale rów­nież ho­dow­ców. Należy kłaść duży na­cisk na zwięk­sza­nie świa­do­mo­ści ho­dow­la­nej, po­przez szko­le­nia z eks­te­rieru, pre­zen­ta­cji, utrzy­ma­nia czy użyt­ko­wa­nia koni. Z do­świad­cze­nia wiem, że ta­kie ak­cje spo­ty­kają się z bar­dzo du­żym za­in­te­re­so­wa­niem. Szczególnie cie­szy fakt, że uczest­ni­czy w nich co­raz szer­sza grupa mło­dych ho­dow­ców. To ro­dzi na­dzieje na opty­mi­styczną przy­szłość PZHK.

Po 2020 może nie bę­dzie moż­li­wo­ści do­to­wa­nia koni z bu­dżetu pań­stwa. Co wtedy?
– Nie przy­pusz­czam, aby po roku 2020 cał­ko­wi­cie wstrzy­mano do­płaty. Gdyby jed­nak do­szło do ich ogra­ni­cze­nia, to re­or­ga­ni­za­cję związku na­leży prze­pro­wa­dzić w opar­ciu o ist­nie­jące struk­tury. PZHK jest fe­de­ra­cją Związków Okręgowych/​Wojewódzkich, ale ich fun­da­men­tem są człon­ko­wie. Bez względu na to w ja­kim kie­runku po­szłyby zmiany or­ga­ni­za­cyjne naj­waż­niej­sze bę­dzie za­bez­pie­cza­nie in­te­resu każ­dego po­je­dyn­czego ho­dowcy.

Ma Pan spore do­świad­cze­nie za­równo w ho­dowli jak i za­rzą­dza­niu. Czy Pana zda­niem można na PZHK spoj­rzeć jak na nor­malny wol­no­ryn­kowy byt biz­ne­sowy? Czy można o or­ga­ni­za­cji typu PZHK my­śleć w ka­te­go­riach pod­miotu go­spo­dar­czego?
– Z za­ło­że­nia PZHK nie jest in­sty­tu­cją sa­mo­fi­nan­su­jąca się. Zarabianie pie­nię­dzy nie jest główną rolą Związku. W moim prze­ko­na­niu Związek jest ka­ta­li­za­to­rem, który umoż­li­wia pro­wa­dze­nie ho­dowli. Biuro PZHK dba o rze­tel­ność w pro­wa­dze­niu ksiąg stad­nych i pro­gra­mów ho­dow­la­nych. Monitoruje rów­nież kon­takty z kra­jo­wymi i mię­dzy­na­ro­do­wymi or­ga­ni­za­cjami po­za­rzą­do­wymi. Nadzoruje także po­zy­ski­wa­nie i spra­wie­dliwy po­dział środ­ków mi­ni­ste­rial­nych na dzia­łal­ność Związku. Priorytetem jest i na­dal winna być mi­sja.

Czy jest Pan za cen­tra­li­za­cją dzia­łań PZHK czy wręcz prze­ciw­nie?
– Związek jest ży­wym or­ga­ni­zmem i stale ulega więk­szym lub mniej­szym prze­mia­nom. Obecna struk­tura or­ga­ni­za­cyjna PZHK wy­daje się speł­niać ak­tu­alne ocze­ki­wa­nia ho­dow­ców. Wraz ze zmie­nia­ją­cymi się po­trze­bami bę­dziemy mu­sieli mo­dy­fi­ko­wać Związek. Jak bar­dzo? Czas po­każe…

Gdyby zo­stał Pan przez Zjazd wy­brany Prezesem PZHK jak za­mie­rza Pan go­dzić in­te­resy tak wielu róż­nych grup i śro­do­wisk zrze­szo­nych pod jed­nym pa­ra­so­lem? Czy kon­so­li­da­cja jest w ogóle moż­liwa?
– Siła na­szego Związku tkwi mię­dzy in­nymi w jego róż­no­rod­no­ści. Niejednolitość grup i śro­do­wisk po­wo­duje, że na wiele spraw można spoj­rzeć z od­mien­nych per­spek­tyw. Najważniejsza w po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji jest me­ry­to­ryczna dys­ku­sja. Konsolidacja jest moż­liwa pod wa­run­kiem, że sza­nuje się po­glądy in­nych. Wierzę, że na­wet wy­bie­ra­jąc od­mienne drogi, mo­żemy dojść do tego sa­mego celu.

fot. Katarzyna Broda

fot. Katarzyna Broda

W kon­tek­ście wy­bo­rów na pre­zesa w ku­lu­arach mówi się o kilku kan­dy­da­tach. Kogo wi­działby Pan w Prezydium?
– W tym ciele wi­dział­bym przede wszyst­kim ho­dow­ców, kom­pe­tent­nych re­pre­zen­tan­tów wszyst­kich grup ra­so­wych, świa­do­mych i kon­struk­tyw­nie my­ślą­cych lu­dzi, któ­rym leży na sercu los za­równo PZHK, jak i każ­dego zwy­kłego ho­dowcy. Potrzebujemy zdro­wego roz­sądku, ale i kre­atyw­no­ści mo­gą­cej efek­tyw­nie sta­wić czoła przy­szłym wy­zwa­niom. Na pewno we wszel­kich dzia­ła­niach musi nam przy­świe­cać ha­sło – zgoda bu­duje, nie­zgoda ruj­nuje…

ANR, po­dob­nie jak PZJ, to stra­te­giczni part­ne­rzy dla PZHK. Czy po­tra­fimy zgod­nie i sku­tecz­nie dla idei roz­woju Polskiego Przemysłu Konnego współ­pra­co­wać?
– Współpraca PZHK z ANR trwa od wielu lat i przy­nosi bar­dzo do­bre efekty. ANR jest na­szym part­ne­rem we wszyst­kich naj­więk­szych przed­się­wzię­ciach. Najbardziej spek­ta­ku­larna jest z pew­no­ścią re­ali­za­cja Cavaliady – Pawilonu Polskiej Hodowli itp. Większość czem­pio­na­tów ra­so­wych od­bywa się przy współ­udziale i na te­re­nie obiek­tów ANR.
Nasze re­la­cje z PZJ są rów­nież do­bre. Cały czas pra­cuje ko­mi­sja ko­or­dy­na­cyjna PZJ-​PZHK, która two­rzy re­gu­la­miny roz­gry­wa­nia MPMK oraz nad­zo­ruje ich prze­bieg. Włączamy się ak­tyw­nie w im­prezy or­ga­ni­zo­wane przez PZJ, na­gra­dza­jąc naj­lep­sze ko­nie pol­skiej ho­dowli. Mimo czę­stej róż­nicy zdań i burz­li­wych dys­ku­sji, wszyst­kim przy­świeca ta sama idea – dzia­ła­nia dla do­bra i roz­woju Przemysłu Konnego w Polsce.
Mam na­dzieję, że w naj­bliż­szych la­tach na­sza współ­praca bę­dzie się na­dal ukła­dała i roz­wi­jała w tym sa­mym du­chu – kon­struk­tyw­nego roz­woju i pro­mo­cji pol­skich koni.

Uprzejmie dzię­kuję Panu za roz­mowę.

 

 

<< Wstecz